"Konina przed II wojną światową (wspomnienia)"

Stanisław Kunicki

W końcu 1923r. otrzymałem posadę nauczyciela w szkole powszechnej w Koninie, w powiecie limanowskim. Nie było wówczas żadnej komunikacji do Koniny, trzeba było dojechać pociągiem do Mszany Dolnej, a dalej iść pieszo do Niedźwiedzia i stamtąd do Koniny...

W Koninie powszechna była wiara w uroki, zamawiania, czary. Utrzymała się też wiara w boginki, topielce i strzygonie.

Słyszałem od pewnego gospodarza takie opowiadanie, że w Koninie na osiedlu "u Grzędy" zmarł chłop, który miał dwa duchy. Po śmierci przychodził w nocy do żony i pomagał jej w pracy. Ale żona bała się męża i powiedziała o tym ówczesnemu księdzu proboszczowi w Niedźwiedziu. Ksiądz proboszcz polecił grabarzowi nazwiskiem Rynda, aby podpatrzył w nocy, skąd ten chłop wychodzi.

Grabarz ukrył się wieczorem na cmentarzu i około godziny 11:00 w nocy zobaczył tego chłopa, który zrzucił z siebie koszulę, położył na grobie i wyszedł z cmentarza. Grabarz wziął jego koszulę i wyszedł z nią na dzwonnicę. O północy przyszedł ten chłop ku dzwonnicy i zawołał: "Rynda, oddaj koszulę". A grabarz odrzekł: "chodź, to ci dam". Wówczas chłop wszedł na dzwonnicę, a wtedy grabarz uderzył trzykrotnie w dzwon i chłop spadł z dzwonnicy. Pod dzwonnica znaleziono tylko około kilograma smoły z tego chłopa. To był strzygoń - opowiadali o tym już nieżyjący Fr. Tram i J. Bulik z Podobina.

Utrzymuje się jeszcze wiara w płanetników, ale tylko u starszych ludzi.

Podobin, kwiecień 1974r.
MATERIAŁY ETNOGRAFICZNE Z POWIATU LIMANOWSKIEGO
Archiwum Etnograficzne Nr.30.


Strzygonie były chodzącymi, żądnymi krwi trupami - choć w powyższym przypadku raczej pomocnym chodzącym trupem. Ciało strzygonia zachowywało świeży wygląd po zgonie, mógł on więc poruszać się jak zwykły człowiek, ujawniając swoją drapieżną naturę dopiero wtedy, kiedy było mu to wygodne. Grób opuszczał zazwyczaj tylko w oznaczone dni ( czyli np. w czasie pełni księżyca lub w swoją rocznicę śmierci ). Najchętniej odwiedzał swoich krewnych.

Według wierzeń strzygoniem mogli pozostać przede wszystkim ludzie wyróżniający się ujemnie wyglądem. A więc osoba o sinej twarzy, urodzona z zębami itp. Miejsce w gronie żywych trupów zarezerwowane mieli skąpcy, samobójcy, tragicznie zmarli, wyjątkowo okrutni i źli ludzie oraz tacy, którzy przez makabryczny błąd natury otrzymali od niej przypadkiem dwa serca ewentualnie podwójną duszę.

Pozbyć strzygonia można było się podobnie jak wampira, to znaczy - przedziurawić mu serce osikowym lub dębowym kołkiem albo też odciąć trupowi głowę a następnie ułożyć ją między jego nogami tak, aby nie mógł sięgnąć do niej ręką. Dawni Słowianie znali jednak i inne sposoby. Jedną z metod było obrócenie strzygonia w grobie twarzą do dołu, by gryzł ziemię, inną - wbicie mu w głowę żelaznego gwoździa. Skutkowało również spalenie trumny. Można też było w ziemi, w której spoczywał nieumarły, zakopać kolce lub ciernie uniemożliwiając wyjście strzygoniowi.

wstecz   dalej